Dystans całkowity: | 11859.10 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 633:59 |
Średnia prędkość: | 18.71 km/h |
Maksymalna prędkość: | 62.25 km/h |
Suma podjazdów: | 38312 m |
Maks. tętno maksymalne: | 190 (101 %) |
Maks. tętno średnie: | 162 (86 %) |
Suma kalorii: | 408756 kcal |
Liczba aktywności: | 443 |
Średnio na aktywność: | 26.77 km i 1h 25m |
Więcej statystyk |
Pojechaliśmy wieczorkiem grillować bo nam cykliczna smaków narobiła.
cad:50
Dziś kolejna noc tym razem z synem bo mu obiecałem że go kiedyś zabiorę a to już była ostatnia szansa na w miarę sensowne warunki. Jak się spodziewałem synka odcięło w lasku na 4 i ledwo się doturlał do asfaltu gdzie go za pomocą ekspandera przyczepiliśmy do bagażnika i rozpocząłem pogoń za główną grupą.
Z językiem u pasa udało nam się dojechać i troszkę pogadać o pierdołach z kumplami.
Chyba od ponad pół roku miałem okazje widzieć się z Tomkiem ale on że tak zacytuje bajki Disneya "Zaświergolony" że tylko Moniki szukał i się pod nosem uśmiechał a reszta jak zwykle śmiechy chichy aż mnie żołądek rozbolał. Niestety nie mogłem długo siedzieć ze względu na synka więc tylko szybka kiełbaska na ogniu i powolutku obraliśmy z synem kurs do domu.
Tutaj wielkie podziękowania dla Gozdiego który pilotował nas aż od mola na pogori 3 do parku zielona a później dogonił pod kościołem w DG i odprowadził pod komisariat w Klimontowie
cad:59
Sen coś tak szybko czas umyka a później czasu na V3 brak ;-)
cad:85
Jak to jesienią bywa rano zimno a wieczorkiem cieplutko - trzeba 2 komplety ubrań wozić
cad:81
Rano czapeczka, rękawiczki i jest ok
Wieczorkiem spodenki i krótki rękaw i też jest ok
cad:81
Zostałem zaproszony przez Syna na wycieczkę. To pojechaliśmy na Kazimierz do parku zaczepiając o e.clerca celem zakupienia papu dla rybek bo już trzy dni biedaczyska pływały na głodnego.
cad:61
Rano brrr a po południu spotkałem Andiego wracającego z Krakowa to sobie postaliśmy i pogadaliśmy.
cad:78
Pogoda licha to V1
cad:84
Zapałeczki w oczach i wstajemy. Na dworze fajnie nie za zimno nie za gorąco tak jak być powinno to sobie V3 zapodałem. Dzięki wczorajszemu spacerkowi wszystkie skurcze ładnie mi się rozeszły i dziś nogi przyjemnie deptały. Jakiś pozytywny początek dnia dziś mam ;-)
cad:84
A dziś zapałeczki i do roboty a jak dojadę to opiszę
No jestem więc pisze:
Moje drugie takie spotkanie z nocnym grillowaniem na żywym ogniu ale najpierw trzeba było swoje przedreptać na szczęście Krzychu dotrzymywał mi towarzystwa więc nie było mi nudno. Adam niestety zdobył taką popularność że był wręcz rozrywany przez inne ekipy a w zeszłym roku marudził że nie ma z kim jeździć ;-) a teraz ledwie znalazł parę chwil dla starych kamratów.
Niestety widać moje nieobycie towarzyskie w światku rowerowym bo ze znajomych to jak wspominałem tylko Krzychu, Adam (Czyli Limit), Doms (czyli Damian) , Avacs(czyli Rysiek) i Edyta a i Olo gdzieś ostrzka ćwiczył na rampach.
Reszta ekipy albo kontuzjowana albo zakochana więc mało nas było tak jakoś.
Sama imprezę niestety tym razem trochę przekombinowana bo objazd zamienił się w marszo-postój z odcinkami pokonywanymi w wolnym tempie. Było po prostu zbyt wielu ludzi na tak ciasne ścieżki i przejazd rozciągnął się w czasie niemiłosiernie reszta jak zawsze ok.
cad:65